Wczoraj z paroma osobami ze wspólnoty byliśmy z kolędą w areszcie śledczym. Dobry i błogosławiony czas. Byliśmy bardzo życzliwie przyjęci zarówno przez straż jak i samych osadzonych. Każdy inny: radosny, wzruszony albo "twardy". Byli też tacy, którzy nie łamali się opłatkiem z racji poglądowych i religijnych (choć zdarzyło się, że i oni odpowiadali uśmiechem na dobre słowo - bezcenne!).
Czym się różnię od nich? Wolnością. Zewnętrzną. Spowodowane przez nich szkody społeczne można w jakiś sposób ocenić i zmierzyć. Moich nie zawsze. Może nawet to ja jestem w gorszej sytuacji. Oni przynajmniej są świadomi swojego grzechu. A ja? Swoją postawą mogę zabijać drugiego codziennie, moje ciosy są biciem mokrą szmatą bo nie zostawia śladów na ciele. Ile razy tłumaczę swoje zachowanie albo udaję, że wszystko jest w porządku, nie chcę widzieć prawdy o sobie? Tak jak w więzieniu można zobaczyć wolność wewnętrzną, tak na ulicy można spotykać więźniów. I niestety, nas jest więcej.
Oni są zamknięci, doświadczają niewoli dlatego pragną wolności. Co mi przeszkadza w byciu wolną? Najpierw to, że nie widzę swojego więzienia, udaję, że nie ma krat, które zewsząd mnie otaczają. Jeśli ich nie zobaczę i nie zawołam Pana, nie wyciągnę ręki, moje kajdany nie opadną.
Nie zdziwię się jeśli właśnie oni wyprzedzą mnie w drodze do nieba! A bo to mało było takich?! Chociażby pierwszy święty umierający razem z Jezusem. A Szaweł, który ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich, a o którym Pan powiedział: wybrałem sobie tego człowieka jako narzędzie. On zaniesie moje imię do pogan i królów, i do synów Izraela (Dz 9, 1.15). Kto wie ilu Dobrych Łotrów i Szawłów podało sobie ze mną rękę...
(...) ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi,
światłością dla narodów,
abyś otworzył oczy niewidomym,
ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców,
z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.
Iz 42, 6-7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz