Ciemność jest ciemna. Jasność jest jasna. Jeśli ktoś wkracza w przestrzenie mroku trzymając w ręku zapaloną świecę, może ją zgasić, upodabniając się do otoczenia, a może pozostać z tym światłem i pozwolić, by chętny z niego skorzystał. Ale czasem, podtrzymywanie światła tam, gdzie wszyscy przyzwyczajeni są do ciemności jest ryzykowne. Może ono oślepiać, wskazywać to, co jest nieuporządkowane, zniszczone, brudne. Dlatego próba rozjaśnienia ciemności może być odebrana jako atak - trzeba czasu aby wzrok zaadaptował się do nowych warunków.
A co się dzieje z moją świecą, którą niosę? Czy bojąc się odrzucenia nie gaszę jej w towarzystwie miłującym ciemność? A może jednak pozwalam żeby spalała się swoim rytmem, oświetlając i ogrzewając, przywracała nadzieję tym, którzy dawno ją stracili?
Czasem nie trzeba nic mówić, wystarczy trzymać świecę i pozwolić jej płonąć.
"Dobro czyni się nie przez to, co się mówi ani co się robi, ale tym, czym się jest i na miarę tego, na ile Jezus w nas żyje".
Karol de Foucauld
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz