Piątkowy wieczór. Przyszła niespodziewanie. Niebo najpierw białe, potem zielone. Zwarcie na linii. Efekt - brak prądu w części miasta. Każdy zadaje sobie pytanie "i co teraz?" Bo ani telewizji ani internetu ani muzyki... nie można nawet ugotować wody na herbatę. Wszystkie codzienne zajęcia wzięły w łeb. Narzekania, troski, pytania bez odpowiedzi... Szykuje się dłuższy sen.
Sobotni ranek. Okazuje się, że można. Sąsiadka umożliwia wypicie porannej kawy i przygotowanie śniadania. Muzyka zastąpiona ciszą, równie ubogacającą i inspirującą. Zamiast lampy - światło świec. Komputer zamieniony na relacje, wspólne zajęcia i zabawę z dziećmi.
Prąd przywrócony. To dobrze. Bo pomaga. Pomaga, ale nie jest niezbędny.
"Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony; i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku." Flp 4, 12
Bo ze wszystkiego może wyniknąć dobro...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz